Wiem, że dziewczyny miały niedawno comeback, ale już tak długo są na scenie, że należą do grup, przez które w mojej głowie pojawia się zdanie „Jezu, ile ja już żyję z k-popem”. Szczególnie, że nie znam osoby, która nie zna „NO NO NO„. Należą one do jednych z kultowych girlsbandów.
Nawet jeżeli ktoś nie jest ich fanem, to jednak zna przynajmniej jedną ich piosenkę. To tak jak w przypadku SISTAR czy też Wonder Girls.
Apink zadebiutowały 19 kwietnia pod pieczą Play M Entertainment (wcześniej znane pod nazwą A Cube Entertainment i Plan A Entertainment). I widzę, że podchodzą też pod Cube Entertainment. W skład zespołu wchodzą: Chorong, Bomi, Eunji, Naeun, Namjoo i Hayoung. Była też Yookyung, która odeszła w kwietniu 2013 roku.
Zapoznałam się z ich twórczością około 2015 roku. Moja pierwsza piosenka od nich? „NO NO NO”. Chyba przy każdym gbandzie to mówię, ale one również stoją na pozycji kultowych zespołów. Dlaczego? Znam co najmniej dwie piosenki, choć nie jestem ich fanką. Tak, że mogę powiedzieć do kogo należą oraz znam choreografię w stopniu „Nada się na Kpop Random Dance Play”… I właśnie się dowiedziałam, że Naeun grała w Cinderella And Four Knights! A ja kocham tą dramę… Choć nie jest idealna i oglądałam ją ostatni raz, jak skończyła być emitowana.
Wracając do zespołu. Dziewczyny zadebiutowały z „I Don’t Know”
Ja je kojarzę przede wszystkim z dość cukierkowego stylu oraz niewinnego, jak np. w „NO NO NO”
Niestety zaczęłam je słuchać w okresie późniejszym, dlatego mogę się podzielić tylko takimi piosenkami, jak „EUNG EUNG„.
Jednak nie powiem, że nie słyszałam „Mr. Chu„, gdyż ta piosenka swego czasu była wszędzie.
Z ich nowszych piosenek mogę jeszcze polecić „I’m so sick„.
Nie powiem, że Apink to grupa, którą dobrze znam. Jednak jest pewna rzecz, którą w nich podziwiam. Jak jestem aktywna na stronach z nowinkami, to nie widziałam, by dziewczyny były zamieszane w dość duże kontrowersje. Nie wiem, czy w ogóle miały jakieś miejsce, ale przynajmniej nie były aż tak rozdmuchane.
Prócz tego trzeba im pogratulować! Są jednym z najdłużej trzymających się girlsbandów. Za to je podziwiam. Poza tym cały czas słucham ich najnowszego comebacku. W ciągu trzech ostatnich dni… Poświęciłam „Dumhdurum” około 12 godzin… czyli 4 godziny na dzień, choć pierwszego dnia słuchałam ją chyba z 7, pisząc różne rzeczy (bez spojlerów, nie dam wam ich). A więc tą piosenką zakończę ten post!
P.S. Kochajcie Apink. Kochajcie girlsbandy. Ja je kocham. Brak mi słów jak o nich piszę. Nigdy nie mogę dużo pisać, bo będę was zanudzać i się powtarzać.
Edytor: Sadosia



